czwartek, 3 września 2015

les jours tristes

Nic nie poradzę na to, że jestem sentymentalnym głupkiem.
Jak miałam tak mało lat, to wszystko mi się tam wydawało inne. Schody jakieś większe i bardziej strome, bardziej męczące... Większe sale, większe ławki, większe krzesła... A teraz wchodzę taka sama i taka inna, i znów mogę mówić i słuchać, czas przecieka przez palce, rozszerza się i kurczy, znów nic nie znaczy... Wodzę wzrokiem po szafkach. Za szkłem zamkniętych kilkanaście słowników i kilka szczęśliwych chwil, ta noc w Chambord, zamek jak z bajki i my w niepoważnych ciuchach, z uśmiechami które prawie nie schodziły z twarzy przez te kilkanaście dni... Mapa na ścianie, ta sama, na którą patrzyłam w chwilach zamyślenia i niewiedzy... Le Val de Loire. Jak ja mogłam tam być? Kim była ta dziewczyna, ten dzieciak, który się obrażał z byle powodu i któremu wszystko przechodziło jak ręką odjął po kilku minutach?
Można wrócić po ponad roku i rozmawiać jak gdyby nigdy nic, jakby się wyszło tylko na pół minuty. Nigdy tych rozmów nie zaczynamy i nie kończymy, one się toczą, dzieją, biegną gdzieś przed siebie na złamanie karku, bo jeszcze tyle trzeba opowiedzieć, bo tyle się wydarzyło, tak dużo, że prawie nic...
Sama nie wiedziałam, że mi tego tak brakowało. Słuchania. Mówienia. Powrotu na stare śmieci. Przejścia się ulicą, którą się znało dużo lepiej niż własną kieszeń (bo kieszeń często zaskakiwała drobniakami i resztkami chusteczek, a ulica była przewidywalna z każdą swoją dziurą w betonie). I czyjejś bezgranicznej wiary mi brakowało. Melodii z "Amelii" wybrzmiewającej nagle echem w pustej sali.
Przez chwilę miałam wrażenie, że to mi się wszystko śniło, że się wcale nie zmieniłam. Że to tylko złudzenie, że wciąż jestem tym samym prawie francuskim dzieciakiem. Ale potem, gdy wychodzę i zapalam papierosa, jednego z tych niewielu, które jeszcze zostały, to wiem, że nie. Zmieniłam się, zmieniam się, zmienię się.
Chyba dorosłam i zgłupiałam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz