Sama bym tak mogła sobie na szyję założyć żelazny sznureczek kolców kłujących za każdym razem, gdy robiłabym jakąś głupotę. Może wreszcie by pomogło, może wreszcie bym się czegoś nauczyła. Żeby nie przebiegać na czerwonym, mniej się denerwować, czasem odpuścić, nie analizować wszystkiego po pięćset razy. W sumie to chyba te kolce powinnam sobie opleść wokół mózgu.
Znów mnie nachodzą niepokojące myśli o jeszcze bardziej niepokojącej przyszłości i już sama nie wiem, czy w niemyśleniu bardziej jednak pomaga wódka czy piwo. Bo jakbym miała zostać chirurgiem naczyniowym, to bym chociaż miała przekonanie, że ratuję życia - a tak to jakie ja mogę mieć przekonanie, że ratuję angielski oryginał od potencjalnego polskiego tłumaczeniowego analfabetyzmu? Średnio pocieszające. Chociaż na chirurga to bym się nie nadawała, podejrzewam że moje ciało na sali operacyjnej zaliczałoby bliski kontakt z podłogą dużo częściej, niż można by to uznać za dopuszczalne.
Dziwne księżyce ostatnio świecą na moim niebie ("Księżyc nie świeci, tylko odbija światło"). Jak zwał tak zwał, księżyce w wierszach i moje księżyce zawsze świecą jak lampki na bożonarodzeniowej choince. To mi przypomniało, że zima idzie wielkimi krokami, a przed zimą jeszcze jesień, i sama już nie wiem, co gorsze. Jak ostatnio wracałam wieczorem do domu, to wszyscy z niedowierzaniem i politowaniem patrzyli na krótkie rękawki mojej bluzki, jakby zapomnieli, że w kalendarzu (i, o dziwo, w powietrzu) jeszcze kilka dni lata. A mnie jak zwykle zbyt ciepło, zmiennocieplnie. Dziś taki dialog z mamą:
mama: O, tak ciepło jak jest teraz. To tak by mogło być przez cały rok.
ja: Ale tak nie jest.
mama: No nie jest.
ja: Bo to Polska.
Coś krucho z moim patriotyzmem, a w sumie... przecież jego nigdy nie było dużo, raczej śladowe ilości, jak orzechów czy jaj w praktycznie czymkolwiek do jedzenia. Człowiek je i czyta, i się dziwi, że to niby ma być, a nie ma, bo nie czuć, więc je dalej.
A to Polska właśnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz