- jadę autobusem, podziwiam miasto wieczorową porą i nagle zauważam, że światła w oknach jednego z bloków układają się w idealny znak zapytania z kropką przesuniętą lekko w prawo... hej miasto, o co chcesz mnie zapytać?
- "we keep glorifying our losts" - i dlaczego znów takie jedno małe, niepoważne zdanie wypowiedziane przez taką jedną małą, niepoważną osobę nie pozwala mi o sobie zapomnieć?
- strach potrafi tak niesamowicie obezwładnić, że nie da się tego nawet opisać; dzisiejszy widziany przeze mnie strach był właśnie taką siłą - a może jednak totalną bezsilnością...
- można mieć zawał, nawet o tym nie wiedząc; można umrzeć myśląc, że to przemęczenie; jutro może mnie przejechać ciężarówka... i przez to głupie "może" z najgłupszą na świecie kropeczką nad "z" wciąż o tym zapominam - o tym, żeby ŻYĆ, żyć z najpoważniejszą na świecie kropką nad "z" i kreską nad "c".
- kłócące się w autobusach pary brzmią tak absurdalnie, że Mrożek by się nie powstydził; w ogóle absurd mnie otacza coraz gęstszy, coraz bardziej nieprzenikniony, coraz bardziej uporczywy, próbuje się wedrzeć przez oczy i uszy, a zwłaszcza przez uszy - o nie, absurdzie, poczekaj do października, wtedy będziesz mógł we mnie hulać do woli.
sobota, 20 września 2014
piątka w piątek
Takie myśli nieuprasowane z dziś:
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz