czwartek, 18 września 2014

zdychać w obcej sprawie

Chyba już coś ze mną nie bardzo, skoro przeglądając internety zamiast "narzutka bez zapinania" czytam "sztuka zapominania"... Nawet nie wiem, czym to wytłumaczyć, więc pominę ten fakt złotym milczeniem.
Tylu rzeczy wcześniej nie zauważałam, że to się w głowie nie mieści. Chmary wróbli nad łąką, chmary dokładnie takiej samej i jakże konsekwentnej, każdego dnia powtarzającej swój lot. Tej samej matki z tym samym dzieckiem huśtających się na tej samej huśtawce o tej samej porze. Linii horyzontu daleko za polem, codziennie tej samej i codziennie innej. Powtarzalność sama w sobie pewnie nie jest zła, ale cieszę się, że niedługo koniec tej mojej powtarzalności, bo mogłabym zwariować. Mnie się wszystko szybko nudzi i chyba z tym powinnam trochę powalczyć - chociaż z drugiej strony, jak tu walczyć z wiatrakami.
Męczą mnie już uniwersyteckie absurdy i niekończące się rozczarowania, no bo ileż można, ileż można gadać, próbować, naginać się, dostosowywać... "Takie słodkie słowo: nieprzystosowana". Dlaczego Agnieszka napisała te słowa tak dawno temu, a do mnie one wciąż pasują jak ulał? Dlaczego nienawidzę bycia "stąd-dotąd", wciskania się w sztywne kołnierzyki białych bluzek i dlaczego też nie mogłabym być nigdy motorniczą, bo sobie nie można bezkarnie skręcić?
W ogóle oglądam ostatnio zbyt dużo przerażających filmów o przerażających życiach, przerażających o tyle mocno, że sobie uświadamiam, jak mi niedaleko do niektórych bohaterów. Może im więcej się naoglądam, tym bardziej taka nie będę. A może właśnie będę. Zresztą - jakie to ma znaczenie, skoro z rosnącą obawą i coraz większymi oczami czytam o tym, co u naszych wschodnich sąsiadów, a u nich nie bardzo. Wciąż mi gra w głowie Gruppa Wschód (a tego, co gra najczęściej, możecie sobie posłuchać tu ), może to i dobrze. W końcu co tu robić w tych ostatkach wolności.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz