środa, 19 lutego 2014

dziecinada

Korki zaprzątają mi myśli (pewnie dlatego, że to spora część mojej codzienności), niebawem chyba spiszę to wszystko w jedno miejsce i wydam książkę, to będzie bestseller jak nic... W każdym razie... Tak się zastanawiam, jak to się dzieje, że rodzice mają wobec dzieci tak wysokie oczekiwania. Kiedy to się zaczyna? Kiedy się kończy - czy to się w ogóle kończy? Ile razy słyszałam od tych korkowych rodziców, że ich dzieci są tak mało zdolne, ile razy musiałam ich zapewniać po stokroć, że wcale tak nie jest, mając na końcu języka stwierdzenie, że może to z nimi, a nie z ich dziećmi, jest coś nie bardzo... W sumie to też ciekawe, co mną kieruje, że tak bronię tych dzieci (bo dzieci przecież nie cierpię), ale chyba fakt, że w większości wypadków to są naprawdę zdolne małe osoby... Przecież takie gadanie tylko podcina im i tak nie najsilniejsze skrzydła, więc jak mikroskopijny trzeba mieć mózg, żeby nie móc tego zrozumieć? Nie oszukujmy się, nie każdy będzie Einsteinem. Nie każdy stworzy lek na raka. Nie każdy musi mówić płynnie po angielsku. Czasem wystarczą podstawy, wystarczy zaangażowanie, wystarczy przekonanie, że jak nie to, to coś innego. Ale oczekiwania rodziców i tak doprowadzają te dzieciaki do stresu większego, niż można by to uznać za zdrową motywację.
Jadę autobusem i patrzę na samochody przypominające świecące koraliki na sznurku, a pod domem podnoszę głowę i widzę gwiazdy, i zastanawiam się, kim te dzieci będą, i trochę mi ich szkoda, że tyle jeszcze muszą przejść, zanim wydorośleją i zmądrzeją... A może to jest właśnie tak, że one teraz są najmądrzejsze na świecie (piszę to bez cienia ironii), a potem ta ich mądrość stopniowo zanika? Co, jeśli na starość się głupieje, a nie mądrzeje? Przecież już nawet Exupéry zauważył, że "dorośli nigdy niczego nie rozumieją"...
Kim oni będą? Czy Kasia zostanie tancerką, a Wiktor stworzy niesłychanie skomplikowane gry? Jak daleko zajdzie w sporcie Patryk, kiedy Emila uwierzy w siebie i zacznie malować albo dokonywać naukowych odkryć? Jaka jest i jaka będzie Laura, której jeszcze nie znam?
Patrzę na nich z ciekawością, jakbym obserwowała niebywale fascynujące stworzonka w zoo... Wszyscy kiedyś kogoś zranią i sami zostaną zranieni, wypiją zbyt dużo piw na imprezie i może wypalą zbyt dużo papierosów, będą zarywać noce, tańczyć do upadłego i kuć do wyjątkowo ważnych egzaminów, pozrywają stare znajomości i nawiążą niteczki nowych, sto razy przefarbują, zapuszczą i obetną włosy, będą się nienawidzić i będą się kochać, wypłaczą kałuże łez i zedrą gardła śmiejąc się na ulicy, pokłócą się z rodzicami tak na zawsze i na wieczność, a potem wrócą z podkulonymi ogonami i znów przytulą się najmocniej na świecie, będą ważni i niepoważni, rozsądni i nieodpowiedzialni, obejrzą tysiąc głupich filmów, przeczytają górę nic nie wartych książek, kiedyś znajdą swoje drogowskazy, założą rodziny, może sami staną się rodzicami... Czy wtedy jeszcze będą pamiętać, jak to jest, jak się ma "mało lat i krótkie spodnie w kratkę"?
Może gdyby więcej ludzi o tym pamiętało, to byłoby jakoś lepiej. Przecież tylko dzieci są w stanie wykrzyczeć, że król jest nagi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz