piątek, 7 marca 2014

credo kredą

Już jakiś czas temu to usłyszałam."Więc wierzysz w Boga?". Para ciemnych oczu wpatruje się we mnie z oczekiwaniem. To jeszcze pytanie.
Nie wiem. Jako dzieciak biegałam do kościoła i chłonęłam tę niesamowitą atmosferę kolejnych rytuałów. Marzłam latem w olbrzymiej nawie głównej i czasem pozwalałam myślom odfrunąć. Wdychałam duszące kadzidło, słuchałam pieśni i doszukiwałam się w kazaniach czegoś głębokiego.
A teraz już chyba trochę wyrosłam. Nie wiem, czy z wiary, ale z tego obrządku. Nie jestem pewna, czy jestem zbyt tchórzliwa, czy zbyt leniwa na ateizm. Ja mam chyba inną wiarę. Moja wiara nie przypomina żadnej innej.
Wierzę w czarne koty przynoszące szczęście i w szczęśliwą trzynastkę.
Wierzę w odpukiwanie i w łapanie się za guzik.
Wierzę w sprawiedliwość, mimo wszystko i wbrew wszystkiemu.
Wierzę w brak wiary w siebie.
Wierzę w puste kartki papieru i w pióra napełnione atramentem.
Wierzę w stukot kół pociągu i w obietnice wielkich przygód.
Wierzę w górskie kamienie, w ostre skały i w niczym niewzruszone szemrzące potoki.
Wierzę w gwiazdy nad balkonem i w promienie słońca na szybach.
Wierzę w morskie fale i w muszle wyrzucane na brzeg.
Wierzę w grube tomy nowych książek i w ciszę bibliotek.
Wierzę w cykanie świerszczy i w zachody słońca.
Wierzę w układanie słów i w nadawanie im nowych sensów.
Wierzę w przeznaczenie i w zrządzenie losu.
Wierzę w mądrość dzieci i psów przewodników.
Wierzę w wyższość prawdy nad fałszem i w wyższość papieru nad ekranem.
Wierzę w bieganie na tramwaj i w szybką jazdę samochodem.
Wierzę w czekanie, w rozmowy i w śmiech aż do bólu brzucha.
Wierzę w czarną kawę i w papierosowy dym.
Wierzę w bezbronność zwierząt. 
Wierzę w ruch piszącej ręki.
Wierzę w moc tworzenia i w stwarzanie wciąż od nowa.
Wierzę w końce i w początki, w końce początków i w początki końców.
Wierzę w pocztówki z podróży.
Wierzę w spust migawki aparatu.
Wierzę w pamięć oczu i serca.
Wierzę w wyższość serca nad rozumem.
Wierzę w dobro człowieka. Chcę i muszę wierzyć w dobro człowieka.
Mojej wiary nie uczą w kościele, ale może to i lepiej, bo zbyt wiele musiałabym poświęcić w imię racjonalizmu - a tego bym chyba nie zniosła. Nie wiem, czy jest Bóg. Nigdy nie wiedziałam i pewnie się nie dowiem. Gdyby był, to może nie patrzyłabym wielkimi oczami na Ukrainę i nie byłabym przerażona jak nigdy wcześniej. Gdyby go nie było, to może siedziałabym teraz w jakimś schronie nasłuchując odgłosów bomb, otoczona bezsensowną wojną pierwszego lepszego państwa.
No to jak? Jest? Nie ma? Pójdę do piekła, odfrunę do nieba, a może nie stanie się ani jedno, ani drugie?
"Więc nie wierzysz w Boga". Para ciemnych oczu wpatruje się we mnie z oczekiwaniem. Tylko że to już nie jest pytanie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz