sobota, 2 września 2017

furia mać

Bredzisz, za dużo wypiłaś.
A ja chcę dzisiaj zadawać ból, wbijać czarne literki w miękkie ciało i patrzeć, jak ono się wije i zastyga w przerażeniu. Chcę zobaczyć, jak to jest, jak się czujesz po tej drugiej stronie. Chcę się dowiedzieć, czy to nakładanie maski jest widoczne. Chcę ranić, moim pistoletem jest puste okienko, moimi nabojami przyciski na klawiaturze.
Ktoś mi wyłączył empatię i dobroć, w żyłach mam dziś złość i atrament. Kleję słowa, urzeczywistniam myśli, wiem jak to zrobić, żeby bolało. To stara sztuczka, rodzinny przepis wyssany z furią matki. Taki ukryty talent.
Potem znikam, to umiem najlepiej, ćwiczenia z niewidzialności zapewniła mi spotkana ostatnio teraźniejszość i przeszłość, chociaż przeszłość trochę bardziej, bo chyba zderzyłam się wtedy z pociągiem i pech chciał, że to było pendolino. Nóż w brzuch, pogruchotało kości, cóż więc zostało innego jak tylko zapaść się w poalkoholowe historie.
Jestem niewidzialna, jestem niewidzialna i rzucam w ciebie słowami jak się rzuca do tarczy. Bingo, strzał w dziesiątkę. Nie do końca umiem się z tego cieszyć.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz