Zrobiłam sobie przerwę od życia tylko na jeden dzień. JEDEN. A nawet na pół dnia. W tym czasie jakiś czarny piątek, czarna noc piątkowa, do mnie docierały tylko jakieś echa przez szklaną ścianę. Co to dzisiaj znaczy "wolność"? Dlaczego to jest tylko rzeczownik, który nijak nie przystaje do rzeczywistości? I jakie to ma znaczenie, że ja tu coś piszę i coś czytam, i że po raz pierwszy od naprawdę długiego czasu oglądam film? Zalewa mnie fala mniejszych i większych protestów, poczekajcie, ja nie mam siły. Dajcie czas. Czy to jest ważne? Czy trzeba iść i krzyczeć, burzyć i podpalać, czy może lepiej przemilczeć? Znów?
Może moje ciało wiedziało co robi, jak mnie tak wyłączyło. Reset. Ciemna noc. Czarna noc. Nie ja decydowałam i pierwszy raz w życiu tak mi z tym dobrze.
A. pyta, czy myślę, że przeżyjemy wojnę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz