środa, 8 lutego 2017

forget the silence

Milczę.
Za dużo myślę, kiedyś eksploduje mi od tego głowa, to pewne. Jak można się tak wszystkim przejmować? Bezdomny pies, sieroty z Aleppo, kolejne marsze, protesty, gwałty, choroby, wypadki, zamachy. Krew na ulicach, jak to śpiewa Maria boska. Uczestniczę w tym wszystkim pośrednio i bezpośrednio, to dzieje się daleko albo całkiem blisko. Nie mam na to wpływu i to denerwuje mnie najbardziej. Nie umiem o tym opowiedzieć, nie mam siły tego zapisać. Zapisane istnieje jeszcze bardziej.
Milczę.
Tyle słów mi przecieka przez palce, siadam do pustych kartek i zniechęcona zamykam zeszyty. Słyszę zachęty i czuję czyjąś wiarę, bo nie własną przecież. Jak ja mam to wszystko opisać? Jak mam zamknąć chore twory głowy na iluś tam stronach? Chciałabym móc spojrzeć na świat nie moimi oczami, chciałabym spojrzeć na siebie z zewnątrz. Trochę się boję, że mogłabym się przestraszyć. Skąd się bierze to dziwne, niezrozumiałe dla mnie przekonanie, że ja mogę tworzyć? Przecież bardziej nie wiem niż wiem, składam się głównie ze znaków zapytania. Próbuję to zmieniać, próbuję wychodzić z siebie. Z daleka od własnego ciała jest mi zimno.
Milczę.
Jestem okrutna i samolubna, zapominam albo celowo wyrzucam z pamięci. Organizuję sobie czas i zagłuszam. Wmawiam sobie, że coś muszę - zrobić nową tablicę, uporządkować ciuchy, przejrzeć papiery. Uczę się myśleć o sobie i wymagać też od innych. Nikt nie uprzedzał, że to takie trudne.
Milczę. Moje milczenie jest niepisaniem, bo pisanie to krzyk.
Na razie biorę głęboki wdech.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz