Wolność jednak winem smakuje, hej. Gdybym tylko umiała, to mogłabym o tym stworzyć pieśń. Pieśń o szczęściu jak Mela i Czesław.
A poza tym to wolność czasem pachnie jeziorem, powietrzem po deszczu i waniliową herbatą. Czuć ją w polach, lasach, drogach, palącym słońcu. Czai się w mądrości małych kotów. Siedem liter, w tym dwie tak bardzo polskie. Wolność. Traktaty o niej powstawały, nie będę się bez sensu produkować. Chciałabym wierzyć, że we mnie jednak jeszcze jest.
Walczyli o nią te 71 lat temu. Nie, to nie będzie wpis o Powstaniu. Za dużo tego było wczoraj, żeby móc na chłodno myśleć dzisiaj. Znów jak Warszawa zawyła i stanęła, to mnie przeszły ciary. U nas słońce i jakaś dziwna cisza. "Ej, siedemnasta, powstanie!". Tam wtedy podobno deszcz.
Po co wyście tak biegli, do cholery?
Po wolność. Tę, co o niej czasem zapominasz.
Przypomniało mi się coś karpowiczowego, niech będzie na koniec. Nie wiem, czemu. Tym razem naprawdę nie wiem, czemu.
Nie uda nam się, prawda?
Tak.
Ale spróbujemy?
Tak.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz