wtorek, 11 sierpnia 2015

odpływ

Gdziekolwiek nie wejdę, tam kościół, Duda, Komorowski, biskupi, in vitro, aborcja, tabletki, Polska B, Janusze wszystkiego... A ja się topię zewnętrznie i wewnętrznie, mózg mi płynie i nie mam siły myśleć, i jedyną konstatacją rzeczywistości może być marne "i chuj wam wszystkim do tego", bo może gdyby więcej ludzi zostawiło w spokoju ciała i sumienia innych, to byłoby jakoś lżej. A tak to nie.
Jakiś debil przywiązał sukę do drzwi schroniska, pierdolony Wilhelm Zdobywca kolejnych maratońskich medali. Oczywiście bóg tak chciał, bo bóg zawsze chce, no patrzcie. Kocham zasłanianie się religią, zwłaszcza w takich wypadkach. Już od jakiegoś czasu chcę wyć i gryźć, jak rasowa suka.

A na Helu spokój. Idziesz portem, śmierdzi rybami, woda to niezmącona tafla odbijająca słońce. Krzyczą mewy walczące o każdy kawałek chleba. Czarne koty grzeją grzbiety, przecież nigdzie im się nie spieszy. Kutry i statki przygotowują się na kolejny dzień pracy. Ludzi bardziej ciągnie plaża niż betonowe nabrzeże, więc panuje względny spokój. Idziesz i myślisz przez chwilę, że świat to może jednak trochę dobry jest.

A wieczorami krzyczy i śpiewa mi do ucha Renata, taka albo taka albo jeszcze inna. Koi nerwy i czaruje dalej, a ja odpływam.

Niepotrzebna wcale mi taka miłość do krwi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz