sobota, 3 maja 2014

kaczka dziwaczka

Staw ma różne kolory w różnych porach dnia, a i tak najlepiej patrzy mi się na niego przez moje okulary. Woda jest wtedy zbyt niebieska, a trawa wokół zbyt zielona. Podobnie to wszystko wygląda jeszcze tylko w późnopopołudniowym słońcu. Mewy krzyczą wniebogłosy i nikt nie wie, o co im chodzi, i przecież nikt nie chce wiedzieć, bo jeszcze by wyszło na to, że się należy przejmować mewimi problemami, jakby się nie miało własnych. Patrzę na to wszystko, myślę o tylu rzeczach i o niczym w szczególności. Mija mnie biegająca pani, ja tylko podziwiam determinację i dmucham olbrzymie dmuchawce ("babciu, ale jak to jest, że się ten mlecz tak zamienia...?"). Nad wodą zawsze mi było jakoś lepiej. Może gdybym jeszcze umiała pływać, to nie byłyby mi potrzebne nawet góry... A może one zawsze będą mi potrzebne, choćbym była najlepszą pływaczką świata...

"Marta, a jest ci czasem tak smutno... bo życie?". Tak, jest mi czasem tak smutno, i wtedy gnam na złamanie karku by jeszcze zdążyć, jak niedawno, i wtedy właśnie idę nad wodę, i wtedy mocno wdycham ten obrzydliwy znajomy zapach, i wtedy siadam i się gapię w przestrzeń, i wtedy zbyt dużo myślę, i wtedy staram się nie tęsknić za tym, czego nie miałam, i wtedy układam sobie w głowie długie zdania, i wtedy wracam do domu i niczego już nie pamiętam... I wtedy nic ci nie mówię i nigdy ci nie powiem, bo ja z założenia nie bywam smutna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz