Cały dzień mam w głowie "Tolerancję" Soyki... Piękna piosenka na piękny dzień, na pierwszy dzień wiosny (tak, wiem, że przez moją humanistyczna ignorancję nie zauważam, że wiosna astronomiczna trwa od wczoraj, a meteorologiczna aż od 1 marca - ale zawsze mnie w szkole uczyli, że Marzannę topi się dziś...).
Nie jesteśmy tolerancyjni - my, Polacy, my, pasażerowie. A co gorsza i co przeraża mnie bardziej, jesteśmy pełni hipokryzji. Scenka pierwsza, jadę tramwajem i wsiada chłopak z zespołem Downa. I niby wszystko ok, ale wszyscy mimowolnie się odsuwają, jakby właśnie się dowiedzieli, że mogą się zarazić. Chryste Panie, to jest Down, nie malaria. Dodatkowy chromosom, dwudziesty pierwszy. Jak dzisiejsza data. Jak oczko w kartach. Ale nie, przecież i tak pozostaje strach - bo on jest inny. Nieważne, że większość z tych osób prawdopodobnie rozczula się, widząc reklamy namawiające do pomagania niepełnosprawnym ("widziałeś, jak ten chłopiec sobie dobrze radzi?"). Nieważne, że ci sami ludzie w rozmowach ze znajomymi zgrywają chojraków, dla których niepełnosprawność nie jest żadną przeszkodą. Jest. Udowadniacie to codziennie, odwracając oczy od takich właśnie chorych osób. Ciekawostka na koniec - chłopak usiadł sobie spokojnie na jednym miejscu z czterech obok siebie. I choć tramwaj był zatłoczony jak jasna cholera, to jakoś dziwnym trafem nikt nie chciał usiąść obok niego. Gratuluję podejścia i braku mózgu.
Scenka druga, jadę innym tramwajem i tym razem to ja siedzę na "czwórce", a kilka przystanków dalej wsiada kobieta z około 3-letnim bachorem płci męskiej. Bachor drze się niemiłosiernie na cały tramwaj - nie płacze, ale ciągle czegoś chce. W dodatku ma chyba niestwierdzone ADHD, ciągle się rusza, przemieszcza, wszędzie go pełno. Wreszcie włazi matce na kolana i zaczyna machać nogami, a skoro matka siedzi naprzeciwko mnie, to siłą rzeczy staję się ofiarą regularnych kopnięć bachora - pewnie nienaumyślnych, ale zawsze. Pomińmy fakt nowych dżinsów na tyłku i totalnego zmęczenia po całym dniu w biegu, pomińmy nawet moją wrodzoną nienawiść do bachorów - po prostu w jednej sekundzie wstaję i zmieniam miejsce, bo nie jestem w stanie powiedzieć mamuśce, że nie życzę sobie, żeby mnie ktoś kopał albo żeby mi się darł nad uchem. Ale oczywiście gdy tylko się przesiadam, zerka na mnie kilkanaście oskarżycielskich spojrzeń, że przecież "jakżesz to można nie zrozumieć dziecka!". A no takżesz to. Najwyraźniej można, najwyraźniej ja mogę. Mogę i chcę, bo nie będę udawać, że mnie rozczulają kopiące i drące się stworzenia.
I tak to w naszym cudnym kraju jest. Nie tolerujemy ułomności, niepełnosprawności i inności, ale tolerujemy rozpuszczone bachory, "bo to przecież tylko dzieci". Tylko dzieci? Nie, to są AŻ dzieci, które chyba należałoby wreszcie przestać traktować jak święte krowy.
To chore, co się dzieje. "Nie toleruję Downów, bo mi jeszcze coś zrobią; ale też nie toleruję twojego zachowania, bo się przesiadasz od takiego słodkiego malca". Żyję w kraju, w którym milcząca nietolerancja jakiejkolwiek inności odbywa się za społecznym przyzwoleniem, ale już moja jawna nietolerancja bachorów spotyka się z otwartą krytyką. Mogę wrzucać na czarnych, żydów, na downy, ale wara od dzieci; wszak wiadomo, że "wszystkie dzieci nasze są" i jeśli nie chcesz ich mieć (a nawet nie chcesz z nimi mieć nic do czynienia), to znaczy, że coś z tobą nie tak i powinnaś się leczyć.
Chyba nie ja tutaj powinnam się leczyć. Teraz tylko żałuję, że siedziałam wtedy w innej części tramwaju i nie przysiadłam się do tamtego chłopaka. Mam takie dziwne poczucie, że raczej by mnie nie pokopał. .
"pomińmy nawet moją wrodzoną nienawiść do bachorów" - Mart, po pierwsze, wybacz, że odkryłam bloga, pewnie teraz będziesz miała jedną fankę czytającą wszystkie wpisy, psychofankę, ja bym się bała! Po drugie tym fragmentem zdobyłaś moja uwagę, przyznaję. Dobrze wiedzieć, że nie tylko mnie doprowadzają do szewskiej pasji podróże tramwajowe, szczególnie w stronę Oliwy, gdzie jest szkoła specjalna i oczywistym jest duża liczba osób niewidomych, kalekich i upośledzonych. Widzimy kalectwo fizyczne, a szkoda, że nie zauważamy setek psychopatów i socjopatów, których spotykamy dookoła co dzień. :))
OdpowiedzUsuńpsychofankę! dla mnie spoko :)
Usuńno to dobrze, że nie tylko ja to czuję i że nie tylko ja uważam, że to nie ze mną jest coś nie tak...