czwartek, 22 września 2016

#czarnyprotest

Siedzę sobie i piję piwo, nawet nie trzeba było iść do pracy. Piwo jest kokosowe, pyszne, słodko-gorzkie. Pięknie jest.
STOP.
KURWA.
Nie jest. Dziś o 17:00 pierwsze czytanie dwóch projektów ustaw, najważniejszych ustaw dla kobiet, dla ich partnerów, dla całego tego pieprzonego kraju (jak to było na marszu? no woman, no kraj!). Oglądam to i robi mi się niedobrze, krzyczeć mi się chce, wyć i wychodzić na ulice. Nie wierzyłam nigdy w fejsikowe akcje, nie angażowałam się za bardzo, ale mam wrażenie, jakby mi ktoś nadepnął na odcisk, dał po pysku, rzucił o ścianę. Czarny protest trwa w najlepsze, serce mi rośnie gdy widzę to może czerni, walecznych słów, zapewnień, deklaracji, ale coś we mnie pęka, gdy sobie uświadamiam, że przegramy z kretesem, że nie mamy szans, że cały ten zapał pójdzie psu w dupę. Dlaczego? A no dlatego, że ktoś chce decydować, czy i ile mam mieć dzieci. Ktoś chce decydować, czy będę miała dostęp do takich środków antykoncepcyjnych, na jakie będę miała ochotę. Ktoś chce decydować, czy po gwałcie mam urodzić dziecko. Ktoś chce decydować, czy będę winna zabicia płodu, jeśli poronię. Ktoś chce decydować, czy będę miała prawo do wykonania badań prenatalnych. Ktoś chce decydować, czy mam zostać bohaterką i urodzić dziecko z poważnymi wadami, albo takie, które nie przeżyje nawet pół godziny. Ktoś chce decydować, czy mam prawo żyć.
Zawsze mi mówili, że żyję w demokratycznym kraju. Że mam obowiązki, ale mam też prawa. Do życia. Do ochrony zdrowia. Do samostanowienia. Do wolności.
Gówno mam. Okazuje się, że nie mam praw, bo patrzcie państwo, tak się złożyło, że jestem kobietą. Sorry, nic nie poradzę, nie ja wybierałam. Ale skręca mnie, gdy się teraz dowiaduję, że jestem jakimś podczłowiekiem, że powinnam zamknąć ryj i rodzić dzieci, i jeszcze być wdzięczna, bo mnie nikt nie gwałci, a przecież wiadomo, że gwałcą imigranci, polscy panowie nigdy w życiu! Więc tak, cholerne mam szczęście, żyję w tym pięknym kraju mlekiem i miodem płynącym, z Maryją zawsze dziewicą choć matką, z religijnymi zjebami, z patriarchatem trzymającym się na swoim starym miejscu aż miło, z kulejącym prawem, z ludźmi, którzy z wielką chęcią zaglądają innym w majtki, bo w ich żałosnych życiach tak niewiele się dzieje.
Takie to moje zezowate szczęście. Piękny kraj, piękne czasy.
Piję to moje piwo i płakać mi się chce.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz