środa, 30 grudnia 2015

old is gold

Przerażają mnie te biura i te panie w biurach. Przerażają mnie ich starannie pomalowane na czerwono paznokcie i usta w kolorze krwi, przerażają mnie ich zaczesane włosy i perfekcyjne cery. Przerażają mnie ich torby z lakierowanej skóry i białe kołnierzyki, bo przecież białe bluzki wybitnie mi nie pasują. Przeraża mnie ich ton służbistek, chłodna ocena, takie bycie stąd-dotąd. Przeraża mnie ich nowomowa, przerażają mnie te biurka i krzesła, zawsze takie olbrzymie, chyba tylko po to, żeby się człowiek czuł jeszcze mniejszy i jeszcze bardziej nieważny. A mimo to dziś chyba całkiem nieźle poszło mi udawanie dorosłej.
Zresztą jakie to ma znaczenie, skoro przy kupowaniu litra wina o dowód jak pytali, tak pytają. Jestem pieprzonym Benjaminem Buttonem.

Pytała mnie dziś A. z niedowierzaniem, czy ja naprawdę byłam tym czarnym kotem. Ano byłam. W moim poprzednim życiu. Miewałam też fioletowe albo czerwone usta, czerwone glany, kolorowe rajstopy. I niewiele w głowie.
Chyba serio się zestarzałam. Trochę mi smutno, a trochę wiem, że tak musi być. Jutro za to wypiję zbyt dużo szampana.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz