piątek, 10 października 2014

co dalej, Jack?

Co dalej? Takie dwa niewinne słowa, osobno jeszcze do strawienia, ale razem to już za cholerę. Klucha w gardle i nie można odpowiedzieć, ba - nie można sobie nawet tego pytania zadać.
Co. Małe, uporczywe co, to z Mianownika. Kto? Ja, no raczej nikt inny. Co? Nie wiem. Właśnie o to chodzi i w tym cała rzecz, że bardzo nie wiem.
Dalej. Powtarzałam sobie to słowo w życiu wiele razy. Szłam dalej, mimo bolących nóg i ciężkiego plecaka. Czytałam dalej, mimo późnej pory i zmęczonych oczu. Mówiłam dalej, mimo drżącego głosu. Pisałam dalej, mimo krytyki i dzięki krytyce. Dalej, dalej, dalej. Toczyłam się w rytmie tego słowa jak wakacyjny pociąg ruszający po przygody. A teraz czuję jak się ode mnie szybko oddala to moje dalej.
Wychodzi na to, że niekompromitowanie się prywatnie nijak się ma do niekompromitowania się zawodowo. Należy wybrać jedną opcję, więc mój podstępny mózg wybrał pierwszą. Ktoś kiedyś powiedział, że nie można mieć wszystkiego. Kto to był i czego nie miał?
Pan Haruki nie dostał Nobla. Może o wielkości pisarza decyduje właśnie to, że jakiejś nagrody nie dostaje, choć jest o włos. Włos się na głowie jeży, jak się pomyśli, komu czasem te nagrody wręczają. To niech już pan Haruki sobie siedzi w tej swojej Japonii i niech już po cichu pisze te swoje fantastyczne książki o takich smutnych ludziach, takich zupełnie jak coraz częściej ja.
A w mojej głowie (i oby też w sercu) zamieszka na dobre Jack, już niebawem - przynajmniej mam taką cichą nadzieję. Na razie jest w fazie wypakowywania rzeczy, ale za czas jakiś chyba się zadomowi i razem będziemy w drodze, a ja pewnie wiele razy walnę głową w ścianę, rzucę wszystko w cholerę by ładnie to potem pozbierać i poskładać, będę bezgłośnie wyć z bezsilności i zdam sobie sprawę z własnej nierozważnej beztroski. Ale to za chwilę, bo na razie "stanę wobec pustki i zawołam cię: Jack!".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz