środa, 30 lipca 2014

tak o.

O tutejszych zachodach słońca mogłabym napisać książkę, gdybym tylko miała dość silnej woli, aby usiąść i faktycznie to zrobić. Mogłabym też ostatecznie zabierać ze sobą aparat, a potem nieskończenie obrabiać coraz ciemniejsze niebo. Ale co poradzić, skoro silnej woli wystarcza mi w ostatnich dniach na niewiele ponad mycie zębów (dla niektórych to i tak już przecież sporo).

Ilekroć jestem na starych ulicach, zawsze jakiś uporczywy głosik mi powtarza: "nietwojenietwojenietwoje". Nie moje. Już nie moje. A telefony dzwonią tylko w dniach (no przecież!) najważniejszych, bo oczywistym jest, że nie mogę żyć bez życzeń. Ja też mam życzenia, jednym z nich jest to, by telefon nie dzwonił, co bym miała jasną sytuację nienawiściowo-gardzącą. A tak to nie.
No i tak o.

Domyślam się skąd M. ma imię prawie tak samo jak domyślam się, kim (czym?) M. naprawdę jest. I tylu rzeczy się dowiaduję, że miewam kłopoty z przetworzeniem nadmiaru informacji. Ostatnio taka ciekawostka, że ludzki smutek ma zapach. Nie kolor, nie kształt, nie dźwięk, ale zapach właśnie. Ja dziś pachnę ciszą przed burzą.

"A może by tak uciec? / Wyjechać i nie wrócić...". Wykopałam te słowa z dna pamięci, tak do mnie wróciła pani Miśkiewicz, gdy przypomniałam sobie dawno już niekultywowaną tradycję przesiadywania na dworcu i obserwowania ludzi. Ania mówi, że jej brakuje przyjazdu. Czy ja wiem... Mnie tam zawsze bardziej fascynował odjazd.

Takie tam, ze składowiska wspomnień:
M <inny M. niż M. obecny, bo M. obecny przecież nie mówi>: Mnie się wydawało, że ty masz apatię.
ja: Apatię?!
M: No tak. Weź na to spójrz. Siedziałaś zawsze z boku, rzadko się uśmiechałaś, nawet nie chciałaś ganiać z innymi dzieciakami.
ja: ...
M: Nie brzmi logicznie?
ja: A nie przyszło ci do głowy, że może już wtedy uznawałam bieganie wokół stołu za zajęcie z pewnością zajmujące i rozwijające, ale nie dla mnie?
M: ...
ja: ...
M: Nie przyszło, ale brzmi sensownie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz