niedziela, 16 października 2016

hot tin roof

Za dużo się dzieje i śmiga mi wszystko przed oczami.
Strajk, pierwszy w życiu strajk. Czarno. Deszcz i parasole. Nie sądziłam, że będę musiała kiedyś walczyć o PRAWA CZŁOWIEKA. O moje prawa. Jak tak dalej pójdzie, to emigruję pod jakiś piękny paryski most, choć jednak wolałabym mieć gdzie wracać.
A wcześniej cudny Londyn. Nie myślałam, że jest na świecie miejsce (poza Krakowem), gdzie będę czuła się tak bardzo u siebie. Znowu schodami w górę, schodami w dół, bilet wciąż jeszcze gdzieś schowany w portfelu, dwa odloty i dwa lądowania, za dużo słodyczy, za dużo śmiechu, za dużo zmęczenia. W takich miejscach nigdy niczego nie jest za dużo.
Zajęcia i praca, praca i zajęcia. Kieracik jednym słowem - tak chciałam, żeby się zaczął, i tak bardzo nie rozumiem siebie sprzed kilku tygodni, bo jakże można tego chcieć (kolejny dowód na to, że nuda wyprała mi mózg). Siedzę i się zastanawiam, czy już płakać, czy jeszcze chwilę poczekać i posklejać kilka słów w pozornie poważne zdanie. A to i tak nie jest najgorsze.
Za mało, za mało, wciąż ZA MAŁO czasu na wszystko. Za dużo wina.
Odliczam czas księżycami za oknem. Dziś śmieje się do mnie mój kumpel w pełni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz