niedziela, 14 maja 2017

i co teraz?

Więc umierasz. Od lutego nie jest lepiej, chyba gorzej, najwyżej bez zmian. Starasz się i walczysz za każdym razem, gdy przychodzę. A przecież nie przychodzę często.
Więc umierasz. Ostatnim razem widziałam to piwo, widziałam chęć, widziałam zawziętość. Przecież jestem taka sama, krew z krwi, oczy z oczu, choć dzielą nas dwa pokolenia. Ja też krzyczę, kiedy trzeba.
Więc umierasz. Zastanawiam się, czy doczekasz do weekendu, czy wytrzymasz jeszcze dzień, jeszcze noc. Jeszcze trochę. Czy zobaczysz swoją siostrę. Czy będziesz się cieszyć z Anią, gdy zda maturę. Czy zjemy jeszcze najsłodszy tort na świecie w twoje urodziny.
Więc umierasz. Drżę na każdy dzwonek telefonu, zaglądam jej przez ramię, gdy odbiera. Czy to już? Czy spadnie na mnie niebo? Czy w ogóle coś poczuję?
Więc umierasz. Śniłeś mi się ostatnio, obudziłeś mnie o czwartej nad ranem. Spojrzałam przez okno, wschodziło słońce. Przestraszyłam się. Po raz pierwszy w życiu nie mogłam spać.
Więc umierasz. Denerwuję się na ciebie, mam ochotę wyć i rozbijać szkło. Sam sobie to robisz. Sam sobie to zrobiłeś.
Więc umierasz. Byłam i nie byłam na to przygotowana. Nie mogę cię zatrzymać, nie będę nawet próbować. Nie da się zatrzymać wolnego ducha. Coś o tym wiem.