Wstępna euforia szybko przeszła, bo gdy my tam o książkach i emocjach, to w mniejszym i większym świecie kolejne pomysły, projekty i ustawy. I uchwalanie. I nienawiść, wszechobecna nienawiść do wolności, rozumu i prawdy.
Słowa mi znów uciekają, bo jakie to ma znaczenie, że jakaś tam nowa płyta, nowa książka, że się coś zobaczyło i czymś się zachwyciło? Łapie mnie dygot, zdążyłam zapomnieć. Czytam dziennik pani Jandy i jest lepiej, jak miód do herbaty, jak spokój po burzy.
W teorii wszystko pięknie brzmi, jest takie łatwe, oczywiste, no przecież! Przecież ja tak właśnie zrobię, no tak, masz rację. Akcja-reakcja, jedno prowadzi do drugiego, jedno z drugiego wynika, system przyczynowo-skutkowy. Logika. Chłodny porządek.
A w praktyce? No w praktyce to jest mniej więcej tak, jakbym wypiła zbyt dużo wina i poszła palić - zamęt, karuzela z madonnami w głowie.
Czy w skali tego co się dzieje to jest w ogóle ważne?