Nauczyłam się ostatnio kilku fajnych rzeczy ogólnych.
Możesz się podpiąć pod monitor, który nie dość, że zna twoje nazwisko i płeć, to jeszcze pokazuje, jak szybko bije ci serce.
Gdy serce zwalnia do poniżej 30, monitor wyje i miga.
Gdy serce przyspiesza do powyżej 140, monitor wyje i miga.
Możesz leżeć spokojnie i niczym się nie ekscytować, a serce i tak przyspieszy. Nie masz na to wpływu.
Im bardziej chcesz, żeby zwolniło, tym bardziej nie wychodzi.
Możesz umrzeć w każdej chwili i to nie jest frazes, tylko fakt. Czasem wystarczy mała tabletka połknięta nie wtedy, kiedy trzeba. To się nazywa wstrząs i jeśli nie jesteś akurat w szpitalu, to masz pewność, że za kilka minut nie będzie cię już w ogóle nigdzie.
Serce nie lubi słuchać czyichś poleceń. Podawanie nawet najsilniejszych leków może dawać nikłe rezultaty.
Serce jest oszustem. Możesz przejść zawał, a ono nawet nie będzie miało blizny.
I jeszcze kilku rzeczy o mnie.
Chce mi się płakać, gdy staję oko w oko z bezradnością i bezsilnością.
Potrafię nagle zdać sobie sprawę z tego, jak nieważne jest to, czym się przejmuję. To nie przeszkadza mi przejmować się dalej.
Nie umiem opowiedzieć komuś o pogodzie za oknem, choćbym nie wiem jak się starała. W rzeczywistości deszcz zawsze pada mocniej, a słońce świeci silniej niż w moim opisie.
Dobrze znana droga zajmuje mi nadspodziewanie mało czasu, jeśli tylko idę wystarczająco szybko i wmawiam sobie, że wcale nie uciekam.
Tak, serce może pęknąć.