sobota, 14 listopada 2015

je suis Paris

Nie napiszę, że się modlę, bo modlić się nie umiem i nie chcę. Ale myślę, myślałam pół nocy. I im dłużej myślę, tym bardziej jestem przerażona. Piątek trzynastego nie musi być szczęśliwy, a przynajmniej nie dla wszystkich. Dla Paryża na pewno nie. Morze słów już popłynęło, trudno w to wszystko uwierzyć. Jak sobie przypominam te ulice, te miejsca, kawiarnie do późna wypełnione ludźmi... Cel idealny.
Włączył mi się film, te kilka chwil tam, u nas wciąż prawie zima, a tam późna wiosna... Nasz śmiech, i bieg po mieście, odkrywanie wciąż nowych miejsc, siedzenie w knajpach, włóczenie się, zmęczenie, radość... Przecież ja tam byłam. Pamiętam Les Halles, pamiętam to słońce, pamiętam czekanie, pamiętam kolorowy tłum, pamiętam...
Nie wiem, czemu aż tak nie przerażają mnie wielkie liczby. Tysiące, dziesiątki, setki tysięcy zabitych nie robi takiego wrażenia jak lekko ponad sto. Patrzę na to wszystko wielkimi oczami. Chyba nie umiem myśleć abstrakcyjnie. Chyba nie mam serca.
Mama mówi, że będzie wojna.