poniedziałek, 12 stycznia 2015

girls bite back

Wstyd mi bardzo, ale cóż za niespodzianka, nie za siebie tym razem. Wstyd mi za wiele osób po kolei. Za katoli najbardziej, bo mózgi wielkości orzeszków laskowych zamienili ostatnio na główki od szpilek, a najlepszym na to dowodem jest wszechobecny hejt na Owsiaka. Jeden z niewielu ludzi, o których mogłabym powiedzieć, że realnie coś zmienia; jeden z niewielu ludzi, którego zdzierane do granic możliwości gardło częściej wzrusza niż martwi. Ale nie, trzeba zgnoić. Trzeba dokopać, wejść z buciorami, bo coś mu przecież wyszło. A Polska sukcesu nie lubi, oj nie. Wieczorna modlitwa najlepiej przecież smakuje ze szczyptą nienawiści i staropolskim: "i żeby mu się noga powinęła". Oglądam pana Lisa i nie wierzę, że Terlikowski (który notabene w wigilię nie przemówił ludzkim głosem, nie mówi nim nadal i chyba nie przemówi nigdy) się dziwi, jak ktoś może nie wytrzymać "zwykłego pytania". A no może, bo "zwykłe" konferencyjne pytanie było solidnie zanurzone we wcześniejszym wiadrze pomyj wylanych na WOŚP; bo Owsiak jest osobą która nie udaje, że deszcz pada, jak mu plują w twarz; bo każdy normalny człowiek o zdrowych odruchach ma swoją granicę, której przekroczyć absolutnie nie wolno, jeśli się nie chce oberwać po mordzie. Ale katol statystyczny, katol w laczach przed telewizorem, bardziej na prawo niż na lewo, i tak nigdy tego nie zrozumie.
I za niektóre poglądy niektórych ludzi mi też wstyd, a wstyd o tyle bardziej, że ich znam (niestety?) osobiście. Nie, nie uważam, że każda kobieta musi być matką - a wręcz przeciwnie, lepiej, żeby część matkami nigdy nie została, a z dziećmi miała cokolwiek do czynienia z odległości piętnastu metrów, a i to przez chwilę. Nie, nie uważam, że ktoś ma prawo decydowania o moim ciele, więc jeśli aborcja to tak, czemu nie (dziwnym trafem przestałam się bać ognia piekielnego, jak sobie uświadomiłam, że przynajmniej ciepło będzie i zawsze można ognisko zrobić ze wszystkimi upadłymi), a jeśli coś by mnie przykuło do łóżka i mogłabym mrugać tylko powieką, to chciałabym mieć prawo do śmierci w tym momencie, który bym wybrała. I nie zrozumiem nigdy przemocy, w jakiejkolwiek formie; nie zrozumiem głupoty kobiet trwających przy gnojach, bo "każdy ma swój krzyż" (ciekawie, czy Jezus też jest pakiecie); nie zrozumiem tego, że wciąż jestem oceniana przez pryzmat ciała, a każdy facet ma prawo bezkarnie gapić się na mój tyłek, zamiast skupić się na tym, co mam do powiedzenia; nie zrozumiem tego, że ilekroć siedzę jak chcę, mówię jak chcę, piję i palę, to jestem narażona na pobłażliwe i krytyczne spojrzenia przedstawicieli obojga płci; nie zrozumiem wielu innych rzeczy, które już zaczynają mnie szczerze przerażać.
I wstyd mi coraz częściej za to, że jestem człowiekiem. Patrzę na zwierzęta i mi zwyczajnie wstyd, bo jakim pieprzonym prawem ustawiamy je w hierarchii niżej od nas, najgorszych ze wszystkich kategorii?
Czasem chcę być wilkiem. Jedynym wilkiem atakującym ludzi.